Zanurz się w psy­cho­de­licz­ny świat nie­da­le­kiej przy­szło­ści, w któ­rej tajem­ni­cza Fun­da­cja Ambi­tio­sa non est fames, wyko­rzy­stu­jąc bez­sil­ność pań­stwo­wych agend i spo­łecz­ne znie­czu­le­nie, uru­cha­mia „Zwier­cia­dło” czy­li pro­gram pomo­cy oso­bom bez­dom­nym i alko­ho­li­kom. Sku­tecz­ność pro­gra­mu jest osza­ła­mia­ją­ca. Nikt nie zasta­na­wia się jed­nak, dla­cze­go część „obiek­tów” pro­gra­mu zni­ka i czym napraw­dę jest „Zwier­cia­dło”. Kto stoi za tajem­ni­czą fun­da­cją filan­tro­pów?

Zasta­na­wia­łeś się, jak może wyglą­dać rze­czy­wi­stość, w któ­rej phi­lo­dic­kow­ska para­no­ja ide­al­nie kom­po­nu­je się z zaj­dlow­ską uto­pią? Czy Praw­dą jest to, co tatu­uje Two­je zmy­sły, a cze­go nie jesteś w sta­nie udo­wod­nić? Czy ludzie o ide­al­nie syme­trycz­nych twa­rzach są bio-hybry­da­mi sta­no­wią­cy­mi spi­sku, mają­ce­go wypłu­kać z Cie­bie reszt­ki czło­wie­czeń­stwa?

Nazy­wam się Remi­giusz Seheń i już daw­no temu prze­sta­łem pić rekre­acyj­nie. Nie ma zna­cze­nia ile mam lat, ani jaki jest mój sta­tus spo­łecz­ny, ponie­waż zgo­dzi­łem się zostać „Obiek­tem“, któ­re­mu nada­no numer 171. Jako czło­wiek dru­giej kate­go­rii, roz­włó­czo­ny w bez­sil­no­ści, nie mia­łem więk­sze­go wybo­ru. Mogłem kon­ty­nu­ować codzien­ny rytu­ał powol­ne­go samo­bój­stwa, albo zde­cy­do­wać się na wzię­cie udzia­łu w ultra­no­wo­cze­snym, zatwier­dzo­nym przez Pań­stwo pro­jek­cie „Zwier­cia­dło“. Przyjdź, wypeł­nij Kwe­stio­na­riusz Świa­do­mo­ści i wyko­naj kil­ka pro­stych badań – pisa­li. Stań się czę­ścią Pro­gra­mu, dzię­ki któ­re­mu odzy­skasz wol­ność. Roz­sze­rzaj się poza kom­fort wła­sne­go sys­te­mu prze­ko­nań. Pie­prze­nie.  Dla wie­lu z nas, alko­ho­li­ków, ta w zasa­dzie przy­mu­so­wa kwa­ran­tan­na sta­ła się jedy­ną nadzie­ją na odzy­ska­nie god­no­ści i przy­wró­ce­nie sta­tu­su Peł­ne­go Oby­wa­te­la. Prze­cież nie odma­wia się „Bogu”. Ale trze­wia Fun­da­cji Ambi­tio­sa non est fames, oka­za­ły się zaist­nie prze­past­ne… i nie­na­sy­co­ne. 

Od daw­na się cen­zu­ru­ję. W sta­nie emo­cjo­nal­ne­go roze­dr­ga­nia – w jakim bez­sprzecz­nie jestem – trud­no jest opo­wie­dzieć histo­rię, a chciał­bym, uni­ka­jąc zwy­kłe­go jej „wyrzy­gi­wa­nia”. Bez wygła­dzeń i doda­nych póź­niej orna­men­tów. 

Kra­ków nie raz witał mnie wykrzy­wio­ny­mi reu­ma­ty­zmem latar­nia­mi, ale dzi­siaj wyda­wa­ły się szcze­gól­nie zde­for­mo­wa­ne. Sta­ły, jak­by głę­biej wci­śnię­te w rany ulic. Dym z komi­nów rwał się, niby czer­stwy chleb. Kału­że wybru­ko­wał lód. Wspo­mnie­nia na spóź­nio­nych obra­zach. Może gdzieś tam są inne świa­ty. Czyst­sze. Sub­tel­niej­sze. Nie­ste­ty, póki co dla mnie nie­osią­gal­ne. Zbyt czę­sto popeł­niam men­tal­ne samo­bój­stwo, bym mógł ich doświad­czać. Brak mi poczu­cia przy­na­leż­no­ści do „tu i teraz”. Zmar­no­wa­łem to wcie­le­nie. Zdep­ta­łem. Zgno­iłem. Poszło na zatra­ce­nie.

Przy­kle­iła się do mnie nowa towa­rzysz­ka: Bez­dom­ność. Pozor­nie ani krzty w Niej powa­bu, ale moż­na się zauro­czyć. Prze­sta­łem się komu­kol­wiek spo­wia­dać. Mogłem zigno­ro­wać obo­wiąz­ki, nawet wobec wła­snych dzie­ci. Wiem, jak okrut­nie to brzmi, ale naresz­cie nicze­go nie musia­łem. Dorwa­łem wol­ność, powy­krę­ca­ną niczym pal­ce reu­ma­ty­ka i nie zamie­rza­łem jej wypu­ścić. Kto mi zabro­ni żebrać na alko­hol? Kto mi zabro­ni nie trzeź­wieć? Kto mi zabro­ni kraść? Kto mi zabro­ni spać na bocz­ni­cach kole­jo­wych, albo klat­kach scho­do­wych? Kto mi zabro­ni obie­cy­wać i nie wywią­zy­wać się z obiet­nic? Pytam się: kto mi do kur­wy nędzy tego wszyst­kie­go zabro­ni?!